internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Przemyślenia o podkoszulku

O tym, że ubiór człowieka może przekazać bardzo wiele wiedzą nie tylko semiotycy. Jeżeli ktoś w czasie upalnych, sierpniowych dni pojawia się u nas w kompletnym garniturze, błękitnej koszuli oraz stonowanym krawacie wiemy, że jest korporacyjnym molem. Człowiek z afro i w spodniach typu dzwony sugeruje, iż urwał się z połowy lat siedemdziesiątych. Jest nawet specjalna specjalność i specjalni specjaliści funkcjonujący w świecie dress code. Ale żaden but, żaden kapelusz, apaszka, zegarek, żadne spodnie, żadna spódnica nie mają do przekazania tyle, co t-shirt. To prawdziwy mistrz komunikacji, legenda kultury masowej, t-rex świata mody.
 
Legenda masowej kultury głosi, iż historia t-shirta wywodzi się z burzliwych dziejów amerykańskich marynarzy walczących w pierwszej wojnie światowej, choć znacznie bardziej do wyobraźni przemawia wersja druga – związana z uniwersytetem Południowej Karoliny. Kiedy wspomniany uniwersytet zamówił (dla swojej drużyny futbolowej) serię atrakcyjnych koszulek okazało się, że ich atrakcyjność jest zbyt wielka. By ukrócić niepożądane kradzieże piłkarskiej odzieży postanowiono nadrukować na niej wielki napis „własność Uniwersytetu Południowej Karoliny” - tak rozpoczęła się tekstowa i graficzna epopeja t-shirta. Podobno po występie Marlona Brando w „Tramwaju zwanym pożądaniem” sprzedano 180 milionów koszulek podobnych do tej, w której na srebrnym ekranie pokazał się gwiazdor. Były legendarne t-shirty polityczne i obyczajowe, później pojawiły się teksty bardzo mocno okolicznościowe: związane z wieczorem panieńskim czy kawalerskim, maturą lub innym życiowym wydarzeniem. Jest jeszcze segment światopoglądowy – cały wachlarz związany z promocją napoju chmielowego (lepiej mieć brzuch od piwa), podrywania (chodzi pogłoska, że jestem boska) oraz szkołą (szkoła albo zdrowie – wybór należy do ciebie).
 
Czasem koszulka jest powodem dzikich awantur; na przykład w związku z reakcją żony na postawę męża przymierzającego się do zakupu T-shirta z napisem „jestem singlem”. Nic więc dziwnego, że popkulturowa część ubioru doczekała się licznych prac naukowych – takich jak świetny artykuł Katarzyny Szajewskiej (z którego zaczerpnięto wspomniane powyżej fakty), opracowań, monografii oraz encyklopedycznych haseł. Najprawdopodobniej jednak cały dorobek myślowy związany z kulturą koszulki trzeba będzie niebawem całkowicie zweryfikować – nadchodzi bowiem nowa epoka – epoka T-shirta z dostępem do internetu. Cudo takie zostało już opracowane na etapie działającego prototypu i uroczyście pokazane w sieci: tekstowo, filmowo oraz publicystycznie. Choć całość wykonana jest z bawełny, miejsce zwykle wypełnione napisem tym razem zajmuje ekran LCD, jest też kamera (na wysokości pępka) oraz mikrofon. Dzięki połączeniu bezprzewodowemu możemy korzystać z wszelkich dobrodziejstw globalnej sieci: prezentować swój profil ze społecznościowego systemu, odbierać tweety, emitować teledyski lub generować napis. Całością zarządza się za pomocą dedykowanego oprogramowania na smartfona. Na razie sieciowy T-shirt służy wyłącznie do omawiania na forach dyskusyjnych (jak to wyprać, kto to kupi, po co to komu, a gdzie baterie), bo ani nie skalkulowano jeszcze ceny, ani nie podano najmniejszego ułamka informacji kiedy nastąpi tak zwana produkcja seryjna.
 
Kierunek wyznaczony przez cyberkoszulkę jest z jednej strony obiecujący. Pozwala spuścić ze smyczy wyobraźnię i ujrzeć oczami duszy połączone z internetem skarpetki, slipy, szaliki, rękawiczki, toczki czy kolczyki. Bo w końcu skoro można, to czemu się nie łączyć? Opisany trend umożliwia wynajdywanie nowych zastosowań dla sieci bliskiej ciału jak koszula – do reklamy, diagnostyki medycznej, zawierania znajomości, podniesienia estetyki. Ale (jak zwykle) jest druga strona, która opatrzona jest wielkim napisem „gadżet”, bo nie należy się raczej spodziewać, iż t-shirta z najnowszym tweetem nosić będzie więcej osób niż koszulkę z napisem o piwnym brzuchu. Druga strona przypomina także wyniki badań opublikowane pod koniec ubiegłego roku: wynika z nich, że co trzeci Polak nigdy nie korzystał z internetu. Ani za pomocą komputera, ani za pomocą podkoszulka. I to dopiero jest powód do przemyśleń.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies