internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Baśń o Roszpunce

Wyjaśnijmy sobie od razu, że Roszpunka jest w niniejszym miejscu jedynie pretekstem. Pretekstem dobrym, choć jednostronnym, bo z całej opowieści braci Grimm bierzemy tylko element zamknięcia w wieży. Nic nas nie obchodzi cała otoczka związana z rodzicami, czarownicą, umową, księciem czy też typowym dla dawnych podań okrucieństwem wykłuwania oczu. Umawiamy się więc, iż ważny jest tylko fakt zamknięcia dziewczyny w wieży, innymi słowy – skazania jej na wieczny areszt. Równie ważne będzie pragnienie odzyskania swobody przy pomocy długich (i zapewne mocnych, bo potrafiących utrzymać ciężar księcia) włosów. Motyw to zresztą znany nie tylko z baśni germańskich, zamykanie w wieżach dość często przewija się w przeróżnego rodzaju opowieściach z całego świata.  Opowieść taką serwuje nam również współczesne życie, usiądźcie więc i posłuchajcie historii Roszpunki.
 
Roszpunka nazywa się IR77 i mieszka za górami (choć jeszcze przed górami Ural) w rosyjskim mieście Perm. Jest robotem najnowszej generacji, choć jej powierzchowność zdaje się nowoczesności zaprzeczać. Prawdę powiedziawszy przypomina śniegowego bałwana, bo ktoś z mało wyrafinowanym poczuciem estetyki przejechał po całym ciele robota białą farbą proszkową. Na dodatek ów IR – zapewne z powodu konieczności obniżenia środka ciężkości – najszerszy jest przy podstawie: może stąd skojarzenie z bałwanią sylwetka. Zadaniem robota miało być wchodzenie w zaawansowane interakcje z ludźmi nie tylko poprzez rozpoznawanie mowy oraz konkretnych twarzy (umiejętności takie przydają  się robotom – przewodnikom czy robotom - recepcjonistom), ale i przejawianie pewnej inicjatywy.
 
Udało się – IR77 można zarzucić wszystko tylko nie to, że nie przejawia inicjatywy. Gdy jeden z pracowników instytutu Promobot przez pomyłkę nie zamknął drzwi, mechaniczna Roszpunka uciekła wyruszając na zwiedzanie miasta. Eskapada zakończyła się co prawda już po 146 metrach, bo wyczerpane akumulatory uniemożliwiły kontynuowanie ucieczki. Nie zmienia to – rzecz jasna – faktu, iż zator na drodze publicznej (IR pechowo zatrzymał się na jednym z pasów ruchu mocno uczęszczanej jezdni) trwał 40 minut. Opublikowany w sieci filmik wyraźnie pokazuje lekką konsternację przybyłych na miejsce funkcjonariuszy, którzy nie bardzo wiedzieli co zrobić z rozładowanym robotem. W tej sytuacji nie obyło się bez oficjalnych oświadczeń jednego z założycieli jednostki badawczej - Olega Kiwokurcewa oraz tak zwanego wyjaśniania incydentu. Podczas wyjaśniania ogłoszono, iż nie był to pierwszy tego rodzaju wyskok sztucznej Roszpunki. Także nie ostatni. Podobno IR tak bardzo daje się we znaki inżynierom Promobotu (skazując ich na konieczność ciągłego pilnowania drzwi), że rozważają możliwość dezintegracji robota. Nie tak dawno temu, w czasach komunizmu, dezintegracja osobnika, który chciał opuścić kraj była zresztą smutną normą.
 
W oczywisty sposób groźba zezłomowania robota wywołała falę internetowych protestów, choć fala wątpliwości związanych z całą sprawą wcale nie była mniejsza. Pojawiły się podejrzenia (firmowane między innymi przez redakcję „Washington Post”), iż cała sprawa jest reklamową ściemą zaaranżowaną przez przebiegłych konstruktorów eskapistycznego robota. Może to i racja, bo ucieczka w tej sytuacji musi być traktowana jako przejaw pewnej inteligencji. Względnie – dowód, iż rosyjskim uczonym udało się zaimplementować maszynie umiłowanie wolności typowe do tej pory jedynie dla organizmów wyżej rozwiniętych. Niemiłej woni całej sprawie dodaje fakt, iż niebawem nowe produkty Prombotu będą miały swoje rynkowe premiery. Ponieważ w tytule felietonu znajduje się słowo „baśń”, czytelnik otrzymać powinien teraz zestaw tak zwanych morałów. Morał pierwszy jest bardzo prosty: niezależnie od tego, czy historyjkę opowiadają niemieccy bracia na początku XIX wieku, czy współczesny świat mass culture, w cenie zawsze są romantyczne opowieści o uwięzieniu oraz ucieczce. Morał drugi jest nieco bardziej skomplikowany i sprowadza się do ważnego zalecenia. Skoro decydujemy się już na ucieczkę, najpierw powinniśmy sprawdzić akumulatory, bo dopiero taka czynność jest przejawem inteligencji.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies