internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Butelka szczawiu

W kraju nad Wisłą urodził się człowiek który wiele lat temu kupił kilka tysięcy butelek z koncentratem szczawiowym (za 65 groszy sztuka), wylał szczaw i sprzedał flaszki po złotówce każda. Inne kraje również mają swoje opowieści o tym, jak zdobyć bogactwo nie przemęczając się specjalnie. Cała sztuka polega wszak jedynie na zauważeniu czegoś, czego nie widzą inni, wykorzystaniu niecodziennej okazji oraz konsekwencji w działaniu. Słowem – pies jest pogrzebany w interakcji. Nigdzie nie znajdziemy tylu interakcji, co w globalnej sieci. Dziwić więc nie powinno, że butelka szczawiu, która powinna już dawno być przysłowiowa, od internetu prehistorycznego wciąż towarzyszy nam w wirtualnych przygodach.

Można przecież – w pogoni za wielką internetową oglądalnością własnego serwisu – robić mnóstwo rzeczy. Pozycjonować, linkować, promować, lansować i – ować sto różnych rzeczy, ale po co. W sieci obowiązuje prawo wielkich liczb, można więc zbudować oglądalność strony www na bazie ludzkiego błędu. Wystarczy pomyśleć co też ludzie bardzo często wpisują w oknie adresu – otóż wpisują www.onet.pl, prawda? Na kilka milionów palców trafiających bezbłędnie w wymienioną sekwencję znajdzie się jednak kilka tysięcy literówek: rejestrujemy więc domenę www.oner.pl (ponieważ literka „r” jest na klawiaturze obok „t”) - niezła też jest www.oneg.pl i klikalność mamy jak talala. Jeszcze częściej wpisują „google”, a ponieważ te zwielokrotnione „o” kusi - szczególnie gdy komuś drżą ręce –  nasz serwis o likwidowaniu złogów tłuszczowych bez trudu natychmiast zyskuje widownię.

Można inaczej – skoro ktoś jest właścicielem (dajmy na to) domeny www.pumpernikiel.pl – można zaproponować mu kupno innej - www.pumpernikiel.com. Sprzedający przedstawia się jako właściciel tej domeny i oferują ją za kilkukrotność ceny rynkowej. Prosta czynność polegająca na sprawdzeniu dostępności pupmernikla.com uświadamia nam, że kupić ją może każdy, w dodatku znacznie taniej, ale kombinator liczy, iż skoro już zamówienie dostanie, to wtedy dopiero zarejestruje, bo po co przepłacać z góry. I nie zawodzi się, ponieważ działa prawo wielkich liczb – na tysiące rozesłanych maili zawsze znajdzie się pewien procent osób, które uwierzą w nadzwyczajną okazję. O czym tu zresztą mówić skoro nawet poważne firmy (z marką, klasą i dorobkiem) oferują domenę za złotówkę dopisując drobnym druczkiem, że w następnym roku z odnowienie domeny zapłacimy trzy razy tyle co normalnie a w dodatku nie możemy wycofać się z umowy. Albo do wyjątkowo taniej domeny dostajemy obowiązkowy, nadnaturalnie drogi serwer. Inna nadzwyczajna okazja to okolicznościowe banery głoszące, iż jesteśmy milionowym oglądaczem jakiejś witryny. Pełni radości klikamy co trzeba tylko po to, aby dowiedzieć się, że właśnie uzyskaliśmy prawo do wydania pieniędzy w wirtualnej ruletce.

Internetowe prawo wielkich liczb widać także przy okazji kupowania samochodu w jakimkolwiek krajowym systemie. Jeden i ten sam pojazd (sfotografowany przy tym samym domu, z tymi samymi oknami, z tymi samymi firankami w oknach i tą samą doniczką na parapecie) ma w w województwie zachodniopomorskim zupełnie inną metrykę niż w małopolskim. Raz jest dopiero co sprowadzony z Francji, a raz – kupiony i eksploatowany tylko w kraju (przez pierwszego właściciela ma się rozumieć). Ciekawe jest to, że wszystkie z opisanych przykładów są w świetle prawa jak najbardziej legalne, ponieważ – jak na razie – naiwność nie jest cechą ściganą przez organy. W internecie działają setki milionów ludzi – jak na bazarze trafić można więc i na kolesia grającego w trzy karty, i na matronę sprzedającą wodę życia na wszelkie dolegliwości. Warto jednak pamiętać, że nawet wspomniany obywatel, który w latach PRL-u kupił szczaw w płynie, jednak wykazał się pewną przyzwoitością. Musiał umyć butelki.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies