internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Idealna harmonia

Pewien portal społecznościowy (tak Facebooka nazywają pewne stacje telewizyjne) ma ponoć pewien problem: to brak harmonii. Skoro bowiem ów portal jest naszą własną gazetą, skoro sami – dodając znajomych oraz lubiąc to i owo – wybieramy sobie redaktorów, siłą rzeczy musi tam panować chaos. W końcu jeden znajomy jest od Sasa, drugi od Lasa, kolejny pochodzi z gruszki, jeszcze inny – z pietruszki. Na dodatek ich artykuły (czyli posty) szereguje nam algorytm czyli niespecjalnie przewidywalna maszyna, która o ładzie bladego pojęcia nie ma. Gazetę papierową robi realny redaktor, który potrafi elegancko ułożyć każdy tekst, by pasował do całości. Maszyna – ni w ząb tego nie umie. Facebook (zgodnie z ową teorią) powinien być absolutnym pomieszaniem bitej śmietany z ogórkiem czyli wariactwem pierwszej kategorii. By odpowiedzieć na fundamentalne pytanie o kwestię ładu w serwisie FB posłużono się newsami, które algorytm ułożył w jednym i tym samym dniu obok siebie.
 
Wiadomość: Aktor Jakubik kąpał się nago na warszawskim Placu Bankowym
Doniesienie należy przyporządkować do kategorii „szaleństwo”. Może pobudki były szlachetne, bo Arkadiusz Jakubik wlazł do ustawionej na widoku publicznym kabiny prysznicowej w celu szczytnym – by promować korzystanie z legalnych źródeł pobierania różnych dóbr kultury. Swym ciałem stworzył niejako metaforę gołego artysty, który goły jest, bo go publiczność okrada ściągając coś z internetu wbrew prawu. Szaleństwem jednakowoż jest przemawianie do przestępców za pomocą nagości, bo jak tak dalej pójdzie to policjant zamiast złodzieja gonić, zacznie się przed nim rozbierać. Ile gigabajtów mniej piraci ściągną z powodu ściągnięcia ubrania przez Jakubika – nie podano. Publiczność była rozbawiona, choć z pewnością wolałaby w kabinie jakąś aktorkę.
 
Wiadomość: Wyciekła tajna receptura panierki z KFC
Doniesienie należy przyporządkować do kategorii „szaleństwo”, w dodatku przyprawione papryką, imbirem, bazylią, oregano, gorczycą i białym pieprzem (bo takich składników użył pułkownik Sanders). News jest newsem dlatego, że jeszcze wczoraj nikt nie wiedział jak taką panierkę zrobić, a dziś każdy ma możliwość skopiowania tajemnicy panierowania kurczaka z Kentucky. Zdrajcą okazał się być niejaki Joe Ledington (będący siostrzeńcem Sandersa), który pokazał ręcznie sporządzoną notatkę dziennikarzowi "Chicago Tribune". Potem to już samo poszło. Jeżeli jednak ktoś uważa, że od jutra KFC będzie świecić pustkami, względnie – iż każdy obywatel zacznie sam robić ową panierkę, zasługuje na miano szaleńca.
 
Wiadomość: Angelina Jolie złożyła pozew rozwodowy
Doniesienie może nie byłoby tak szalone, gdyby nie fakt, iż wszystkie agencje prasowe świata rzuciły się na nią jak wygłodniały pies na kawał kiełbasy. Telewizje dały newsa na pasek, gazety zaczęły robić miejsce w poukładanych już wydaniach. Zanim Angelina zdążyła wrócić do domu, newsa przenicowano tysiąc razy. A to w atmosferze „a niby tak się kochali”, względnie „a tacy są piękni”, ewentualnie „i co to teraz będzie?”. Otóż nic dla naszego życia z tego faktu nie wyniknie, bo rozwód Brada z Angeliną nie jest dłubaniem w systemie podatkowym ani manipulowaniem środkami publicznymi. Co najwyżej dostaniemy dwuletni spektakl polegający na walce o kilkaset milionów dolarów okraszony coraz to nowymi zdjęciami coraz to bardziej wkurzonej pary. Oczywiście – fotografowanej oddzielnie.
 
Wiadomość: Ktoś wyjaśnił brak kontaktu z obcymi cywilizacjami
Należy uczciwie przyznać, że ów ktoś sam swoją teorię osobiście wymyślił nie konsultując jej z żadnym przedstawicielem inteligentnych istot z odległych galaktyk. Usiadł i wymyślił. Wyjaśnienie ma jednak głęboki sens: obcy unikają nas nie dlatego, że są zbyt daleko, nie dlatego, że nie potrafią nas znaleźć i nie dlatego, że o nas nie wiedzą. Oni unikają rodzaju ludzkiego, bo uważają iż jesteśmy niebezpiecznymi szaleńcami, w związku z czym lepiej trzymać się od nas z daleka. Kiedy więc gdzieś sobie lecą, na wszelki wypadek omijają Ziemię szerokim łukiem.
Tytułem podsumowania eksperymentu uznać należy, że to, co dostajemy na Facebooku wcale nie jest grochem z kapustą. To piękny przykład zwartego, jednorodnego i harmonijnego przekazu. A wy tam z głębi kosmosu – pies was drapał.   Na pewno nie macie Facebooka i zazdrość was zżera.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies