internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Kurs lajkowania

By zasady szeroko rozumianego savoir – vivreu mogły się skutecznie ukształtować, trzeba czasu oraz odpowiednich okoliczności. Niektórzy twierdzą, iż zanim zwyczaj przepuszczania przedstawicielek płci pięknej w drzwiach ugruntował się na dobre, wpierw służył sprawdzeniu, czy w siedzibie człowieka jaskiniowego nie czai się niedźwiedź. Jeśli trzymać się tej teorii, musiało więc minąć jakieś dwieście pięćdziesiąt milionów lat zanim kobieta z testera bezpieczeństwa stała się obiektem uwielbienia i szacunku. Okoliczności też są ważne, bo – zwłaszcza w internecie – człowiek często nie wie gdzie jest. Dlatego (niezależnie od czasu i okoliczności) nie tylko dbać trzeba o zasady, ale – z ich braku – czasem je tworzyć. Stąd niniejszy poradnik lakjowania z jedną drobną uwagą: to tezy subiektywne, nie trzeba ich stosować, wystarczy przemyśleć.
 
 Zasada pierwsza – czas lajkowania
 Jeżeli jakiś użytkownik systemu społecznościowego wrzuci hiperłącze do filmu albo artykułu, musimy zwrócić uwagę jakąż to długość dzieło kinematograficzne ma, względnie – ile czasu trwa czytanie tekstu. Jeśli bowiem osobnik (nazwijmy go „A”) opublikuje link filmu trwającego 10 minut, zaś osobnik „B” zalajkuje go po 10 sekundach od opublikowania, stanie się całkowicie jasne, iż lajkujący wcale filmu nie obejrzał. Prawdę powiedziawszy wyjdzie albo na niezłego wazeliniarza, albo na człowieka niespełna rozumu, który lubi coś, czego w życiu na oczy nie widział. Może również zaistnieć podejrzenie, iż osoby oznaczone literami „A” oraz „B” działają w jakiejś zmowie – na przykład bezkrytycznie lajkują się nawzajem. Niezależnie więc od intencji, przed zalajkowaniem czekamy tyle czasu ile trwa film (lub czytanie artykułu), dla bezpieczeństwa dodajemy jakieś 20 sekund – niby że się jeszcze namyślamy - i ciach: lajk!
 
 Zasada druga – czytamy lajkowaną treść
 Systemy odpowiedzialne za publikowanie treści w tworach społecznościowych mają bazodanowy charakter. Oznacza to, iż – w odróżnieniu od jednostki ludzkiej – technologia taka nie myśli. Z tegoż właśnie powodu zdarza się, iż na różnych portalach reklamy w zderzeniu z publikowanymi obok treściami wywołują huragany śmiechu. Z lajkami jest tak samo, bo treść treścią, lajk zaś – lajkiem. Skrajnie różne skojarzenia może więc wywołać polubienie zdania „Pijany dróżnik pod Rzeszowem omal nie doprowadził do katastrofy kolejowej”: nie wiemy bowiem, czy tym ośmiuset lajkującym osobom podobał się, iż facet ożarł się w robocie jak świnia, czy może jednak to, że do katastrofy mimo wszystko nie doszło. Jeśli więc chcemy cokolwiek zalajkować – sprawdzamy dokładnie lajkowaną treść, by nie okazało się, że lubimy jak pseudokibice robią sobie dziury w głowach, ktoś kogoś poszczuł psem, względnie – żona pobiła męża lub odwrotnie; dopiero po sprawdzeniu – lajk!
 
 Zasada trzecia – częstotliwość lajkowania
 Nie zawsze mamy świadomość tego, co w serwisie społecznościowym widać, a czego nie widać. Są nawet ludzie, którzy (z niewiadomego powodu) uważają, iż wszystko, co napiszą jest kompletnie niewidoczne. Zjawisko takie co prawda nie ma żadnych podstaw logicznych, bo po co to piszą, skoro niczego nie widać, jednakowoż – co udowodniono – na pewno istnieje. Lajki widać, a skoro ludzie widzą, co kto zalajkował, mogą z tego wyciągać wnioski. Jeśli pojawimy się w serwisie społecznościowym parę minut po północy i w ciągu pięciu minut zalajkujemy pięćdziesiąt różnych treści, może zaistnieć podejrzenie, że doprowadziliśmy się do stanu dróżnika spod Rzeszowa, dorwaliśmy do kompa i ciach – lajk!
 
 Zasada czwarta – autolajkowanie
 Lajkowanie samego siebie samo w sobie złe nie jest: w końcu nie da się wykluczyć sytuacji, w której ktoś coś napisał i dopiero potem tak mu się to spodobało, że aż zalajkował. Kiedy jednak ogłaszamy wszem i wobec, iż znajdujemy się w stanie szczęścia i lajkujemy to – wpadamy w spiralę tautologiczną. Jeszcze gorzej, gdy ktoś jest nieszczęśliwy i to lubi. By kurs był kompletny, niezbędne są zajęcia praktyczne: prosi się o nie lajkowanie niniejszego felietonu; jeśli ktoś to zrobi, będziemy wiedzieli, jak nie lajkować.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies