internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Kwestia czasu

XIX wiek upłynął pod dyktando maksymy wygłoszonej przez Napoleona. Cesarz Francuzów łaskaw był stwierdzić, iż do prowadzenia wojny potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy oraz (co ciekawe) pieniędzy. Z tezą tą – po ponad stu latach – skutecznie rozprawił się dopiero Winston Churchill – autor teorii mówiącej, że wojna wymaga pieniędzy, ludzi oraz czasu. W imieniu swojego kraju zobowiązał się zresztą dostarczyć trzeci z tych elementów, dwa pierwsze pozostawiając do załatwienia innym. Mózgowcy planujący przeróżne kampanie (takie jak na przykład batalia o wdrożenie w Polsce sprawnego systemu teleinformatycznego do przeprowadzania wyborów powszechnych) zdają się hołdować zasadom stworzonym przez Bonapartego. Gdy przycisnąć ich do populistycznej ściany przypominają sobie, iż – być może – prócz kasy należy jeszcze mieć do zrealizowania zadań jakichś ludzi. Niestety: cierpimy na chroniczny brak choć jednego Churchilla, który mógłby docenić czas.

Iście napoleońskie myślenie zaproponował onegdaj przedstawiciel Państwowej Komisji Wyborczej, który po legendarnej wpadce z głosowaniem w wyborach samorządowych 2014 dał jasne wyjaśnienie sytuacji: informatycy na państwowym garnuszku są słabi, bo wynagradza się ich mizernie, przez co system się posypał. Podtekst wypowiedzi był taki, iż cieńcy w uszach informatycy źle informowali mocnych w prawie profesorów o tym, co można, a czego nie można zrobić z komputerem oraz z siecią. Idąc tym tropem: mieliśmy za mało pieniędzy, by wojna o skuteczne policzenie głosów mogła zakończyć się sukcesem. Trudno co prawda wyżej opisaną metodą wyjaśnić, po jaką cholerę PKW zatrudniała tak słabych fachowców, skoro w ostatecznym rachunku i tak za całość operacji płaciła: zarówno specjalistom swoim, jak i tym z zewnętrznej firmy. No i dlaczego (skoro pieniądze są takie ważne) przy organizowaniu przetargu postawiła na najniższą, choć kompletnie absurdalnie skromną cenę.

Pół roku po wpadce dostaliśmy coś w rodzaju wyjaśniania – owe „coś” nosi nazwę raportu Najwyższej Izby Kontroli i jest to dokument lejący się jak bystry strumień na młyn przeróżnej maści złośliwców. Dowiedzieliśmy się więc, że Krajowe Biuro Wyborcze nie określiło precyzyjnie wymagań systemu teleinformatycznego do przeprowadzenia wyborów, odebrało oprogramowanie bez sprawdzenia oraz - co szczególnie ciekawe - dopuściło do użytkowania produkt zawierający błędy. Do wspomnianych przez wspomnianego Napoleona pieniędzy ma się to nijak. Zabrakło nie setek tysięcy złotych, lecz najzwyklejszego w świecie (uwaga!) czasu: kilkunastu tygodni potrzebnych na sprawdzenia, odbiory, testy i tak zwany proces myślenia. Element czasu pojawił się zresztą znacznie wcześniej – tuż po kompromitacji z obliczaniem głosów głos zabrali szefowie dużych firm, którzy w przetargu wziąć udział mieli, lecz nie wzięli - dość jednoznacznie stwierdzając, że terminy przedstawione w założeniach były nierealne. Dlatego kontrakt dostał nie profesjonalny rycerz w złotej zbroi, ale nie znany nikomu szewczyk, który powiedział, że on tego smoka ciachnie scyzorykiem i po kłopocie. Niestety – okazało się, iż życie bajką nie jest.

W tak zwanym międzyczasie zdarzyła się jeszcze jedna historia: jacyś informatycy (nawet nie wiadomo czy dobrzy, czy źli) postanowili udowodnić, iż software do wyborów to nic trudnego. Powołali do życia inicjatywę OpenPKW i – jak to w przypadku inicjatywy obywatelskiej bywa – sami z siebie, bez żadnych pieniędzy, używając jedynie wolnego (uwaga!) czasu stworzyli stosowny kalkulator w wersji beta.  Na dodatek pracują nadal tworząc system przekazywania protokołów. Za chwilę może okazać się więc, że idea wolnego oprogramowania robionego ot – tak sobie – dla zabawy wygrywa z państwowymi koncepcjami wyrafinowanych przetargów. Tak się bowiem dziwacznie składa, że w oprogramowaniu do wyborów nie ma niczego szczególnego – żelazne prawo procedury wymaga jednak (uwaga!) czasu na sprawdzenie całości w działaniu.  Zamiast zatrudniać Dratewkę w warunkach skrajnie niebezpiecznego pośpiechu trzeba było postawić na innych szewców. Tych, którzy nie mieli pieniędzy, ale mieli czas.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube