internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Smoki króla

Motywem dość rozpowszechnionym w bajkach wszelkiego autoramentu jest sytuacja, gdy król ma problem ze smokiem. Bajka niniejsza dotyczy jednak takiego stanu rzeczy, kiedy nie tylko smoków było dużo, ale i król miał niecodzienne podejście do sprawy. Niecodzienne, bo metodyczne. Król pedantem był nieziemskim i porządek w papierach to było to, co króla rajcowało najbardziej. Zamiast więc miotać się między kwestią jednego smoka a drugiego, zamiast wykonywać nerwowe czynności, władca wezwał profesjonalnych urzędników i nakazał im sporządzenie stosownych raportów. Po jednym raporcie na smoka. Efekt zaś był taki.
 
Raport pierwszy. Smok, którego z rozkazu najjaśniejszego pana analizowałem nazywa się „Brak internetu”. Okrutny ci on ponad ludzkie wyobrażenie, bo z badań moich wynika, że tak zwanym wykluczeniem cyfrowym zagrożonych jest sześć milionów obywateli naszego królestwa. Mało tego – jedna piąta poddanych bezczelnie zapowiada, że internet nie jest jej do niczego potrzebny i w jego stronę się nie wybiera. Oznacza to, że sami odcinają się od licznych dobrodziejstw sieci: cyfrowych faktur, kont bankowych obsługiwanych on-line, wielu usług urzędniczych świadczonych zdalnie oraz niezliczonej masy przeróżnych możliwości związanych z handlem wirtualnym. Analizy doprowadziły do wniosku, że w przedziale wiekowym między 55 a 64 rokiem życia mieszkańcy królestwa zaledwie w 25% korzystają z internetu. Nie jest wcale lepiej z tymi, którzy legitymują się wykształceniem podstawowym: tylko co trzeci z nich używa globalnej sieci. Badani respondenci prosto w oczy mówili służbom jej królewskiej mości, że życie bez internetu wcale nie jest gorsze od tego z internetem. Wydaje się, że ich zatwardziałość może mieć związek z jakimś wirusem czy inną chorobą przenoszoną drogą kropelkową.  Dodatkowym problemem jest fakt, iż poprzez koncentrowanie się cyfrowych analfabetów w określonych rejonach królestwa powstają całe enklawy wykluczenia cyfrowego. Walczyć ze zjawiskiem tym jest wyjątkowo trudno, bo nie sposób karać opornych więzieniem, a i przymuszanie do zakupienia sprzętu w grę nie wchodzi. Nie pomagają także akcje propagandowe, ale jednak coś z tym trzeba zrobić. Koniecznie.
 
Raport drugi: Smok, którego z rozkazu najjaśniejszego pana analizowałem nazywa się „internet”. W obrębie smoka zaobserwowano bowiem nowe, niepokojące zjawiska, takie jak niespotykana do tej pory pomysłowość oszustów. Oszuści tacy najpierw włamują się na firmowe konta poczty elektronicznej i z dużą cierpliwością poznają korespondencję biznesową. Kiedy korespondencja niewinna jest oraz prowadzi jedynie do zawarcia kontraktu – nie reagują wcale. Uaktywniają się dopiero wtedy, gdy umowa jest już finalizowana. W ostatniej chwili wysyłają list (oczywiście podszywając się pod adres e-mail ofiary) informujący, że właśnie zmieniło się konto bankowe kontrahenta i podają nowy numer owego konta. Nie spodziewająca się niczego ofiara przesyła więc pieniądze – w końcu zna nadawcę od dłuższego czasu i nie podejrzewa podstępu – a środki lądują na jakichś Kajmanach, skąd przestępca może je już bez problemu podjąć. To oczywiście tylko jeden z wielu przykładów złego wpływu internetu na to, co dzieje się między ludźmi. A nawet nie zaczęliśmy mówić o postępującej analfabetyzacji dzieci, które zamiast czytać – klikają. Nie zaczęliśmy mówić o cennych roboczogodzinach straconych na zabawy w sieci w wielu warsztatach całego królestwa. Nie zaczęliśmy nawet mówić o utracie wzroku, licznych naruszeniach dóbr osobistych czy sieciowej agresji. Nie za bardzo wiadomo, jak ze smokiem walczyć, ale trzeba coś z tym zrobić. Koniecznie.
 
Monarcha dzielnie przeglądał dziesiątki raportów i układał je na stosownych stertach. Kiedy skończył miał przed sobą dwie górki dokumentów – jeden dotyczył smoka „brak internetu”, drugi – smoka „internet”. Wolnym ruchem sięgnął do szklanki, w której na dnie były już same fusy i odrobina tylko całkiem zimnej kawy. Zamyślił się głęboko i westchnął – Cóż to – do cholery – za bajka. To mi wygląda na najprawdziwszą prawdę.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies