internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Zabijanie czasu

W Niemczech to już działa: konkretnie w stutysięcznym mieście powiatowym Hildesheim zlokalizowanym na terenie Dolnej Saksonii. Stoi tam sobie obywatel na przejściu dla pieszych, widzi czerwone światło i czeka. Nie czeka jednakowoż bezproduktywnie, bo na słupie z czerwonym, pomarańczowym i zielonym światłem zainstalowano niewielki ekranik dotykowy – można więc w tak zwanym międzyczasie zagrać w komputerową grę zwaną powszechnie pongiem (czyli poodbijać kulkę od ściany do ściany). Z kim zagrać? Z tym, kto czeka po drugiej strony pasów – jeśli oczywiście jest. Zanim na sygnalizatorze zapali się ożywcza zieleń, na pewno zdążymy zdobyć (lub stracić) kilka pingpongowych punktów. Niby drobiazg, ale wystarczy nieco wysilić wyobraźnię, by dostrzec nieprawdopodobne możliwości tkwiące w idei z Hildesheim. No bo zamiast tracić czas – można zagrać: grajmy więc.
 
Gra pierwsza: Railroad Tycoon
Jak powszechnie wiadomo, zadaniem gracza w Railroad Tycoon jest budowa sieci kolejowej. Osoba grająca odpowiedzialna jest więc za przewożenie ludzi i towarów z miejsca na miejsce, przez co zarabia (wirtualne) pieniądze, które następnie przeznacza na nowy tabor, nowe tory i nowe dworce. Grę Railroad Tycoon powinno się instalować na polskich dworcach kolejowych. W końcu taki mamy klimat (nawet była wicepremier za to już przepraszała po angielsku), że pasażer czasem musi czekać. Małe monitorki, małe klawiaturki, wciągająca gra i człowiek już nie awanturuje się o jakiś głupi pociąg, który ma opóźnienie tylko zarządza kolejami. A kiedy już dojdzie do odpowiedniego szczebla rozgrywki zrozumie, jak to działa. Że w grze nie ma najmniejszego sensu dzielić swoich kolei na jakieś dziesiątki spółek (bo jak tym zarządzać? ), że odwołanie kilkudziesięciu składów jednego dnia jest absolutną kompromitacją kończącą kolejową karierę, że linia komunikacyjna jest dla pasażera, a nie odwrotnie. Oczywiście – tak jest w grze, bo w życiu niekoniecznie.
 
Gra druga: Call of Duty
Jak powszechnie wiadomo w grze Call of Duty chodzi (tak z grubsza) o wyeliminowanie przeciwnika w realiach wojennych. Pierwsze odsłony rozgrywki proponowały II wojnę światową, później autorzy przeszli do konfliktów bardziej współczesnych. Do dyspozycji mamy całe bogactwo przeróżnych akcesoriów do robienia ludziom krzywdy - od noża, poprzez szturmowego Remingtona R5 aż po FP6 zmieniającego przeciwnika w miazgę. Gra powinna być instalowana w poczekalniach do gabinetów lekarskich, bo nie od dziś wiadomo, iż kolejki są tam gigantyczne. W Call of Duty można grać całymi latami – i o to chodzi. Przy okazji pacjent dowie się, jak to jest doznać prawdziwych obrażeń (przestrzelenia otrzewnej, perforacji płuca, krwotoku tętniczego) – przestanie więc marudzić ze swoją głupią grypą. Przy okazji gra niesie jeszcze jedno przesłanie: uczy działania zespołowego, bo jak żadna inna wymaga współpracy, zrozumienia dążeń innych i uszanowania ich interesów. Oczywiście – tak jest w grze, bo w życiu niekoniecznie.
 
Gra trzecia: Challenge
Challenge to wynalazek serwisów społecznościowych – generalna zasada jest taka, że jedna osoba nominuje do wykonania jakiejś czynności inną osobę. Trzeba oblać się (w szczytnym celu) wodą z wiadra, względnie coś zaśpiewać, w grę wchodzi też taniec. Tu nie trzeba nawet niczego instalować: zrozumiało to Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które przed świętem 11 Listopada wspólnie z polską ambasadą w Londynie zachęcało nas do robienia sobie selfie (i umieszczania ich w sieci). Idea ministerialnych urzędników była prosta – obywatele mają sobie – z niezrozumiałych dla normalnego obywatela powodów – robić zdjęcia w miejscach patriotyczno – historycznych. Pójdźmy dalej i wyobraźmy sobie kolejne nominacje. Wchodzi człowiek na Fejsa i widzi, że ustawodawca wytypował go do podniesienia wieku emerytalnego. Albo został nominowany przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej do zatrudnienia pięciu dodatkowych osób. Względnie – Kancelaria Sejmu żąda dofinansowania nowych tabletów dla posłów. Wszystko to odbędzie się oczywiście w atmosferze zabawy (tak napisali ci od Spraw Zagranicznych gdy proponowali selfie), bo jak grać – to grać.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies