internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Znosimy aprilis

Wniosek formalny
 Z kreskówki pana Disneya wiemy już, że świąt Bożego Narodzenia odwołać się nie da. Nie może tego zrobić ani książę, ani król, ani cesarz (nie ma takich kompetencji również cesarz techniczny czyli taki, w którego władzę wierzą jedynie znajomi z FB). Drogą analogii można dojść do wniosku, iż Wielkanoc także jest nie do ruszenia. Podobnież Dzień Kobiet, Święto Liczby Pi a także – co chyba najbardziej oczywiste – Światowy Dzień Kota. Jest jednakowoż święto, które od jakiegoś czasu jest przeżytkiem, reliktem minionej epoki oraz obciachem na skalę kontynentalną: to prima aprilis. Wprowadzanie bliźnich w błąd straciło bowiem swój sens; owszem – było nawet dość zabawne, gdy znajomy wydzwaniał do Straży Miejskiej wierząc w informację, że odholowano mu samochód. Dziś primę zdecydowanym ruchem należy wykreślić jednak z kalendarza, co niniejszym formalnie się wnioskuje.
 
 Uzasadnienie
 W internecie nieźle radzi sobie periodyk o wdzięcznej nazwie „ASZDziennik”. W odróżnieniu od pozostałych wydawnictw prasowych twór ten zajmuje się nie wymyślaniem innym, lecz wymyślaniem wiadomości. Każda informacja tam zamieszczona jest bowiem wyssana z palca, kompletnie nieprawdziwa, totalnie niezgodna z faktami, co służyć ma rozrywce czytającej gawiedzi. Wśród rozlicznych nieprawdziwych wiadomości pojawiła się nie tak dawno temu również informacja, iż kandydat w wyborach, pan Janusz Korwin – Mikke ma problem z zebranymi deklaracjami poparcia. Jak utrzymywał „ASZDziennik” w wielu przypadkach zamiast numeru PESEL wpisano bowiem numer legitymacji szkolnej. W założeniu miała to być kpina z młodego (wiekiem i duchem) elektoratu kandydata dwojga nazwisk. Niestety: dziennikarka publicznej telewizji albo nie doczytała, albo (co gorsza) nie zrozumiała dowcipu i w czasie konferencji prasowej z uporem godnym lepszej sprawy drążyła sprawę rzekomo podejrzanych numerów wywołując tym – w najlepszym razie – uśmiechy politowania.
 
 W internecie nieźle radzi sobie portal o nazwie Fronda. Na łamach owego portalu jakiś dowcipniś opublikował zabawny tekst opowiadający o szatańskich powiązaniach niejakiego Reksia: animowanego wytworu według scenariusza pana Lechosława Marszałka. Dobranockowy serial – zdaniem autora artykułu – pełen jest ukrytych znaczeń nawiązujących do sił zła, symboliki piekielnej oraz wszystkiego co najgorsze. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Okoliczna internetowa ludność całymi setkami zaczęła protestować argumentując, iż Reksio jest wporzo, zaś Fronda niepotrzebnie kompromituje sama siebie. Również niżej podpisany miał pomysł na prima – aprilis. Chciał ogłosić, iż Państwowa Komisja Wyborcza złożyła do Sejmu RP prośbę o uchylenie prawa mówiącego o konieczności publikowania na stronach internetowych ostrzeżeń o tak zwanych plikach ciasteczkowych. Pojawianie się wspomnianych ostrzeżeń byłoby bowiem – ciągnąc ów dowcip – naruszeniem równowagi promocji kandydatów w wyborach prezydenckich. Jeden z kandydatów nazywa się wszak Kukiz: każde wyświetlenie jego nazwiska (co prawda w nieco zmienionej formie „cookies”) byłoby promowaniem tego kandydata. Zmasowana kampania propagandowa na rzecz pana Pawła Cookiesa złamałaby zasadę równości szans pretendentów. Dowcipu jednak nie będzie, bo co zrobimy kiedy wszyscy w tę bzdurę uwierzą.
 
 Można – rzecz jasna – poteoretyzować o zacieraniu granicy między funkcją informacyjną a rozrywkową w środkach masowego przekazu. Można dojść do przekonania, iż ludzie najnormalniej w świecie nie czytają uważnie (jeśli w ogóle raczą przeczytać coś poza pierwszym zdaniem). Można wysnuć wniosek, że w natłoku przeróżnych informacji wybije się tylko ta najbardziej szokująca, nieprawdopodobna i szalona. No ale po co – wystarczy argument najprostszy na świecie. Skoro prima – aprilis jest 365 dni w roku, ten z pierwszego kwietnia należy znieść. Zróbmy to porządnie, dokładnie i odwrotnie: niech pierwszy kwietnia będzie dniem kiedy nie żartujemy. Tylko jak to wykonać.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies