Co powie tata

przez marc

Zdjęcie było nieco upozowane. Siedzący w zlewie nagi dwulatek w jednej dłoni trzymał piwo, w drugiej… Nieważne, co trzymał w drugiej dłoni. Trzymać miał prawo, bo to coś, co trzymał należało w końcu do niego. Zdjęcie zrobił i opublikował w tak zwanym popularnym serwisie społecznościowym ojciec chłopca. Oglądającemu fotkę mogły przyjść do głowy co najmniej dwa pojęcia określane w języku Szekspira jako „baby spam” czyli natrętne i często pozbawione sensu epatowanie się wizerunkiem swojego dziecka, względnie „parental trolling” oznaczający mniej więcej tyle, co ośmieszanie tejże latorośli. Latorośl została sfotografowana przy okazji ustalonej na mocy porozumienia z matką wizyty, bo para rodziców była już wówczas dość mocno odseparowana od siebie nawzajem. Mama zdjęcie w internecie obejrzała i zawiadomiła prokuratora. A prokurator – dopatrzył się.

Konkretnie prokurator dopatrzył się podobieństwa czynu taty z czymś opisanym w artykule 191a Kodeksu Karnego: utrwaleniem i upowszechnianiem wizerunku nagiej osoby bez jej zgody. Może faktycznie w samym zdjęciu coś ludziom zgrzytało, jednak mechaniczne odniesienie sytuacji do zgody dwulatka wydaje się dość dziwne. Rzeczywiście – sądowi pierwszej instancji wydało się dziwne, że ktoś oczekiwać może oficjalnej zgody człowieka, który niewiele jeszcze kojarzy. Na dodatek ojciec nie był pozbawiony praw rodzicielskich i zgodnie z literą prawa mógł taką decyzję podjąć za nagiego obywatela. Trzymając się bowiem opisanego artykułu każde nagie dziecko, które widzimy w internecie (a jest ich trochę) wymagałoby prokuratorskiej interwencji. Gdy dziecięcego fotografa uwolniono od zarzutu, zaczęła się runda druga, bo prokuratura złożyła apelację, sąd zaś musiał zająć się sprawą po raz kolejny.


Zanim jednak sąd zajął się po raz kolejny, nastąpiła seria zdarzeń w serwisie społecznościowym. Zdjęcie wpierw (za sprawą matki dwulatka) zniknęło, później (za sprawą ojca) pojawiło się znowu, tyle że w wersji wykadrowanej – bez tego, co dziecko trzymało w drugiej dłoni. Przed sądem podniesiono kwestię tak zwanego zwykłego zarządu, bo i adwokat matki, i prokuratura użyli argumentu, iż opublikowanie zdjęcia zakres takiego zarządu przekracza. Innymi słowy: do opublikowania fotografii tego rodzaju potrzebna jest zgoda obu udziałowców dziecka zwanych potocznie rodzicami. Tym razem sąd przyznał rację mamie i skazał ojca na pół roku pozbawienia wolności i prace społeczne. Potem było jeszcze odwołanie i skrócenie pobytu w więzieniu do trzech miesięcy, choć – prawdę powiedziawszy – sprawa może jeszcze potrwać ponieważ ojciec ma zamiar walczyć do upadłego (czyli do Strasburga włącznie).

Na sądowych wertepach ojciec używał całej palety przeróżnych argumentów wartych wspomnienia, bo mocno kreatywnych. Raz przekonywał, iż opublikował zdjęcie dla swoich znajomych tworząc coś w rodzaju albumu dziecka. Innym razem twierdził, iż jest fotografem (oraz filmowcem) – artystą, który wyraża swoją twórczość na różne, czasem kontrowersyjne sposoby: synem, piwem, zlewozmywakiem i tym czymś trzymanym w dłoni. Był jeszcze argument wybitnie twórczy: odwołujący się do okładki płyty zespołu „Nirvana”. Faktycznie: album „Nevermind” ozdobiony został podobizną dziecięcia z dość widocznym elementem (tyle, że nie trzymanym w dłoni) a nawet – o zgrozo – banknotem o nominale jednego dolara. Niewiele to wszystko dało i choć (jako się rzekło) końca sprawy jeszcze nie widać, możemy już z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że polskie prawo zabrania fotografowania nagiego dziecka z piwem (i wiadomo czym) oraz publikowania tak wykonanego zdjęcia. Wymiarowi sprawiedliwości cała sprawa zajęła tyle czasu, że dziecko ma już lat sześć i być może zanim procesy odwoławcze się zakończą, obywatel ten będzie już pełnoletni. Prawnicy twierdzą, iż sprawa ma epokowe znacznie, że to pierwsze tego rodzaju wyroki, że młyny sprawiedliwości przemieliły jak trzeba i już jest całkiem wporzo. Być może jednak jest tak, że cała opowieść wcale nie jest o sieci, serwisach społecznościowych, zdjęciach, artykułach i paragrafach. Sprawa – być może – jest stara jak świat i opowiada o tym, jak przy pomocy dziecka można chcieć (będąc ojcem) dogryźć jego matce względnie – jak dogryźć ojcu (będąc jego matką).