Ganz neue hobby

przez marc

Zanim w sklepach doszło do powszechnego nadużywania przez panie ekspedientki zwrotu „dziękuję również” dominowało tam – na półkach i nie tylko – magiczne słowo „nowość”.  W związku owym szermowaniem nowościami powstało nawet specjalne powiedzonko o starym badziewiu w nowym opakowaniu, fakt pozostaje jednak faktem: nowy towar sprzedaje się lepiej i warto w te nowości wejść. Warto też wejść w jakieś nowe hobby, bo ileż można (dając świadectwo własnemu zacofaniu) łowić ryby, zbierać znaczki pocztowe lub uprawiać ogródek. Globalna sieć teleinformatyczne otworzyła zresztą wielki worek z całkiem nowymi – wynikającymi ze społecznościowego charakteru medium – sposobami spędzania wolnego czasu. Nowe hobby powinno być kreatywne, niezwykłe i wzbogacające nas duchowo, wtedy mamy gwarancję, iż sprawdzi się w codziennej eksploatacji.

Hobby pierwsze jest mało kłopotliwe – wchodzi człowiek na mapy Google i z wysokości satelity obserwuje co też ciekawego widać na świecie. Widać niejedno. W Hiszpanii plac zabaw skonstruowano w taki sposób, że z dużej wysokości widać postać Guliwera. Zaznaczamy i zgłaszamy gdzie trzeba, by inni mogli to też zobaczyć. Na zachodzie Stanów Zjednoczonych wzdłuż autostrady międzystanowej ktoś zrobił na trawniku gigantyczną jaszczurkę. Zaznaczamy, zgłaszamy. Można tropić tajemnice, bo w pewnym francuskim jeziorze zaobserwowano na przykład gigantycznego węża, a u wybrzeży Egiptu jest coś, co jest nie wiadomo czym. W wielu miejscach widać duchy – ni to cienie, ni to plamy, które też trzeba zaznaczyć. Można sobie nawet urządzić polowanie na „Czerwony Październik”, bo łodzie podwodne cieszą się wśród hobbystów mapowych dużym uznaniem.


Hobby drugie także jest mało kłopotliwe, polega bowiem na wejściu do internetu i znalezieniu tam swojego własnego sąsiada. Osobnik taki najprawdopodobniej przebywa w systemie Facebooka, choć w dobie wysypu przeróżnych struktur społecznościowych wyszukanie go może stanowić prawdziwe wyzwanie. Kiedy sąsiada się znajdzie, trzeba go zaznaczyć i zabawiać rozmową. Trudno dociec, dlaczego rozrywka ta jest tak popularna: w końcu z sąsiadem można pogadać normalnie, bez włączania komputera. Nie wiadomo też co jest w całej sprawie ekscytującego, skoro znalezienie własnego sąsiada (który na ogół egzystuje kilkanaście metrów od nas) nie powinno sprawiać kłopotu i często trudniej od sąsiada znaleźć pilota do telewizora. A jednak się kręci.

Kolejne hobby wymaga już większego zachodu – trzeba mieć kolegów, znajomych albo przynajmniej sąsiadów (zdobytych przez sieć) oraz kamerę. Angażujemy całe towarzystwo, przydzielamy role i rozpoczynamy sesję – powstaje z tego mniej lub bardziej udany serial zwany telenowelą. Jedne tasiemce są wyjątkowo krótkie i zdychają po pierwszym odcinku, ale inne – rozwijają się w najlepsze. W dobie kryzysu twórczego scenarzystki Łepkowskiej oraz utknięcia wielu tradycyjnych, telewizyjnych seriali w martwym punkcie produkcje takie mogą być niezłą alternatywą dla miłośników oper szamponowych czy mydlanych. Zwłaszcza, że nie obowiązuje nas cenzura obyczajowa, słowna ani żadna inna – sądząc zaś po najnowszych obecnych w internecie produkcjach – aktorzy i reżyserzy bawią się całą sprawą świetnie. Zdarzają się filmy animowane, muzyczne, romantyczne, kryminalne, fantastyczne a nawet kung – fu.

Z szerokiej propozycji nowych sieciowych hobby czerpać można pełnymi garściami – wystarczy poszukać, a każdy znajdzie coś ciekawego dla siebie. Nie powinniśmy poprzestawać na czynnościach banalnych – takich, jak fotografowanie tego, co później zjadamy czy fotografowanie samego siebie stale w tym samym otoczeniu, tym samym ubraniu i tych samych pozycjach. Pamiętać trzeba, że to co publikujemy w sieci także jest jakąś odmianą towaru i nie możemy współobywateli zanudzić. By klient – tak jak czasem w sklepie – nie dostał przez przypadek starego badziewia w nowym opakowaniu. Bo za to – należałoby raczej podziękować. Również.