Odpowiedzialność myszy

przez marc

Dużą część odpowiedzialności za tragiczny wręcz wizerunek myszy (i doskonały PR domowego kota) ponosi powszechne, podzielane od wieków przez miliony ludzi przekonanie, iż drobne gryzonie przenoszą choroby. Drobnoustroje – za sprawą niewielkiego zwierzęcia – mogło migrować z miejsca na miejsce i wywoływać całe epidemie. Z tradycyjnie przenoszącą się bakterią nauczyliśmy się już walczyć – znakiem tego czasu jest wszak telewizyjny obraz przerażonego mikroba, który na samo wspomnienie o doskonałym, dostępnym w każdym markecie środku, dostaje gwałtownego ataku paniki. Bakterie jednak także nauczyły się czegoś i w znacznych ilościach postawiły na nowoczesność – przeniosły się na urządzenia komputerowe.

Jeśli wierzyć przeprowadzonym pod koniec pierwszej dekady XXI wieku badaniom poznańskiego Zakładu Mikrobiologii, na klawiaturze komputera może być praktycznie wszystko: duże ilości grzybów pleśniowych, gronkowiec złocisty, wirusy wielu chorób (w tym grypy) oraz pałeczki coli. Mikrobiolog z Arizony poszedł jeszcze dalej – obliczył, iż na centymetrze kwadratowym statystycznej klawiatury występuje 510 bakterii. Organizacja konsumencka z Wielkiej Brytanii rozgryzła problem inaczej: najpierw zbadała klawiatury komputerowe w wylosowanych biurach, później zaś udała się do ubikacji w tychże samych biurach. Okazało się, że deski klozetowe mają na sobie pięć razy mniej bakterii niż komputerowe klawiatury. Zjawisko łatwo wytłumaczyć: o ile nauczyliśmy się już zasad higieny w odniesieniu do łazienki, o tyle urządzenia teleinformatyczne wciąż jeszcze czekają na swoją kulturową rewolucję. Potrafimy już myć ręce po wyjściu z ubikacji, ze świecą jednak szukać obywatela, który sięga po mydło zanim podejdzie do komputera. Skoro (niezależnie od narodowości, wieku, płci) siedemdziesiąt procent użytkowników komputera zjada przy nim posiłki, trudno spodziewać się innej sytuacji. Trudno też wymagać, byśmy przy klawiaturach przestali kichać.


Życie wciąż serwuje nam nowe przedmioty, które same w sobie stanowią raj dla drobnoustrojów: co tam klawiatura – w końcu najczęściej dotykamy jej sami, są jednak przecież bankomaty (także zaopatrzone w przyciski), do których dostęp mają tysiące innych ludzi. Są telefony komórkowe, które przemierzają z nami tysiące kilometrów, tablety kładzione gdzie popadnie, masowo używane piloty do telewizorów, odtwarzacze MP3, urządzenia nawigacji satelitarnej z ekranami dotykowymi. Ponad 40 procent klawiatur bankomatowych przebadanych przez uczonych amerykańskich zawierało na sobie wirusy odpowiedzialne za przenoszenie grypy. Jeśli dodamy do tego świat mikrobów obecny w naszych samochodach oraz (tak, tak) szalejący na powierzchni środków transportu publicznego, otrzymamy całkiem pokaźnej grubości bilans zagrożenia epidemiologicznego współczesnego człowieka.

Współczesny człowiek próbuje sobie z tym jakoś radzić wymyślając kolejne urządzenia. Mamy więc pomysł na specjalną ładowarkę do telefonu komórkowego lub palmtopa: skoro i tak co jakiś czas podłączamy urządzenie do prądu, można proces ów wykorzystać do zneutralizowania bakterii. Podłączane do portu USB urządzenie ma postać skrzynki, w której nasz smartfon wystawiony jest na działanie promieni ultrafioletowych. Wyeliminowanie zarazków trwa około pięciu minut – po tym czasie funkcja naświetlania zostanie wyłączona, komórka zaś nadal będzie się spokojnie ładować. Mamy więc klawiatury komputerowe o specjalnej, utrudniającej życie mikrobom konstrukcji, są i takie, które w czasie spoczynku same udają się do specjalnej komory dezynfekcyjnej – wysuną się z niej dopiero, gdy właściciel pojawi się przed komputerem. Polska blogerka zajmująca się tematyką zielarsko – kosmetyczną radzi własnoręczne przygotowanie specjalnego żelu antybakteryjnego na bazie alkoholu. Środowiska zawodowo zajmujące się walką z drobnoustrojami przekonują nas do higieny identycznej, jak w przypadku korzystania z łazienki. Jednym słowem: mydło, dużo ciepłej wody, systematyczność i zdecydowanie. Bo istotą całej sprawy jest fakt, iż to my sami, najczęściej własnymi rękami, tworzymy siedliska bakterii czy wirusów. Mysz zaś – zarówno ta żywa, z futerkiem, jak i sztuczna – podłączana kablem do komputera – winna jest tylko częściowo.