Self control

przez marc

Niniejszym przypomina się szanownemu Czytelnikowi, iż  Anno Domini 2006 został Człowiekiem Roku tygodnika „Time” – oczywiście pod warunkiem, że był wówczas członkiem społeczności internetowej. Nagrodę przyznano za przejęcie sterów globalnych mediów oraz kształtowanie cyfrowej demokracji – tak po prostu – każdemu. Okładka pisma ogłaszającego wybór jest ascetyczna: zawiera jedynie monitor, komputerową klawiaturę oraz symboliczny napis „Ty”. Siedem lat później zupełnie inna – choć równie opiniotwórcza grupa ludzi (tym razem reprezentująca redakcję Oxford Dictionary) wybrała słowo roku 2013. Słowem tym zostało „selfie” – wyraz oznaczający własnoręcznie zrobione autoportretowe zdjęcie – najczęściej wykonane przy pomocy urządzenia mobilnego, najczęściej przeznaczone do opublikowania w globalnej sieci.

Na samym tylko Instagramie własnoręcznie zrobionych autoportretowych zdjęć jest już ponad sto milionów. Selfie robią gwiazdy kina w czasie oscarowej gali, głowy całkiem poważnych państw i nowicjusze na internetowych ścieżkach. Jeszcze chwila a doczekamy się doktoratów dowodzących, iż selfie napędzają gospodarkę, bo w końcu skoro jakąś czynność wykonują miliony – można na tym zarobić miliardy. Jaskółkę (nomen omen) będącą dowodem na potencjał ekonomiczny autoportretów stanowi prototypowa konstrukcja o nazwie „Nixie”. To miniaturowy dron noszony stale – wzorem zegarka – na nadgarstku. W razie potrzeby odpinamy drona i wypuszczamy go  w przestrzeń powietrzną: automat oddali się na stosowną odległość po czym wykona nam przepiękną fotkę. Wygodę takiego rozwiązania (zdaniem autorów reklamowego filmiku) docenią nie tylko wspinacze na pionowe skalne ściany czy linoskoczkowie – z natury rzeczy odczuwający ostry deficyt ilości dłoni. Przemysł gadżetów służących selfie choć dopiero raczkuje, może wzbudzić szczery podziw. Przeróżnego rodzaju obudowy do smartfona wyposażone w lusterko (ułatwia kadrowanie), moduł obiektywu połączonego z ekranem za pomocą wifi (jak wyżej), uchwyty, wysięgniki, ba – nawet kapelusz z zamocowanym na wybitnie szerokim rondzie tabletem. Komplet (ma się rozumieć) w widowiskowym, różowym kolorze.


Podejście klasyczne i ortodoksyjne mówi jednak wyraźnie, iż aparat trzeba trzymać własnoręcznie, choć szkół wykonywania selfie są tysiące. Australijska modelka Miranda Kerr wybrała metodę nader sprytną – korzysta z funkcji seryjnego robienia zdjęć; gdy fotografuje się – przesuwa obiektyw z góry na dół (lub w jakimś innym, dowolnym kierunku). Później wystarczy już tylko wybrać tę fotografię, którą autorka uznaje za najlepszą. Niektóre (publikowane w sieci) poradniki nakazują skoncentrowanie się na jakimś ciekawym tle – twierdzą, iż niezły wynik daje jakaś widowiskowa perspektywa: ot – chociażby wodospad. Dobrym pomysłem jest też wykorzystanie zwierzaka – kota, psa lub małpy. Pewna autentyczna małpa zrobiła już sobie zresztą własnołapny autoportret po tym, jak ukradła turyście jego aparat fotograficzny – zdjęcie (co było do przewidzenia) zrobiło furorę w sieci. Rozłam wśród doktrynerów selfies wywołuje kwestia ryjka. Robić symulację całusa do obiektywu czy też nie? Większość autorów zgodna jest jednak w kilku zasadniczych kwestiach: tak – należy zadbać o odpowiednie oświetlenie ustawiając się do światła a nie odwrotnie, tak – musimy być na zdjęciu naturalni, tak – trzeba prezentować uśmiech lub manifestowane jakkolwiek poczucie humoru.

Sprawa selfie nie tylko podzieliła ludzkość w kwestii jak je zrobić, lecz także: czy w ogóle je robić. Z robieniem sobie fotki wiąże się bowiem pewne ryzyko – nieostrożny amator naraża się na ryk śmiechu i trafia do zupełnie innego, choć równie kultowego obszaru sieci: złośliwych memów czy serwisów prześmiewczych. Internetowe autoportrety mogą zresztą w całości służyć jako obiekt do wyśmiewania się, choć być może stanowią dowód na prawdziwość teorii przedstawionej przed stu laty przez holenderskiego myśliciela. Myśliciel ten stwierdził, iż człowiek żyje po to, żeby się bawić. A może prawda jest jeszcze prostsza – skoro w 2006 roku my wszyscy zostaliśmy Ludźmi Roku „Time’a”, skoro ów „Time” pokazał  z tej okazji pusty ekran komputera zawierający jedynie słowo „Ty” to cóż – „My” postanowiliśmy ekran ten wypełnić. Nami.