Alicja po drugiej stronie monitora

przez marc

Może powodem była powłoka ekranu całkiem nowej generacji, może Alicja była zmęczona już siedzeniem przed komputerem, a może po prostu niepotrzebnie uruchomiła systemowego pasjansa. Tak czy inaczej – nagle ni z tego, ni z owego znalazła się wewnątrz monitora. Bezradnie przysiadła na krawędzi zielonego tła programu do układania kart i pewnie siedziałaby tak, gdyby spod pulpitu nie wyskoczył Jakiś Fakt w kolorowym kapeluszu. Na oczach Alicji podszedł do królowej kier i zaczął badawczo przyglądać się ciasteczkom w jej koszyku.

Ciasteczka w koszyku opatrzone były metką z napisem „zjedz mnie”. Fakt w kapeluszu chwilę przyglądał się zawartości kosza aż nagle zdecydowanym ruchem złapał ciastko i wręcz zeżarł je na oczach Alicji. Wypiek musiał być nie taki jak trzeba, bo Jakiś Fakt zaczął się gwałtownie powiększać. Rósł, rósł – aż w końcu przerósł ludzkie wyobrażenie. Dziewczyna podeszła do rozdętego faktu i zaczęła przyglądać się mu badawczo. – Ależ ty jesteś (drogi Fakcie) – całkiem mały oraz zupełnie nieistotny – wykrzyknęła po krótkich oględzinach. – No coś ty – protekcjonalnie odpowiedział Fakt – wielki jestem oraz ważny, bo opowiadam o ślubie aktorki i reżysera. Mówię o tym jak pod z powodu kartonów zginęła filmowa Hanka oraz o tym, że Rysiek z serialu umrze w lutym. Alicja próbowała się spierać: – Niczyj los od tego nie zależy czy para celebrytów pobrała się, czy też nie, to niczego w naszym życiu nie zmienia, jesteś wyłącznie ciekawostką, zapchajdziurą względnie (powiedzmy to wprost) – duperelą. Fakt sięgnął po kolejne ciasteczko, urósł, nabrał powietrza i wyrzucił z siebie: – To dlaczego ludzie mnie czytają? Dlaczego ukazuję się w wielkonakładowej prasie? Dlaczego pełno mnie na portalach i w telewizji?


Alicja nie zdążyła odpowiedzieć, bo kilka metrów dalej, tuż obok damy pik pojawiła się nowa postać w kolorowym szaliku. Przybyły nosił miano Innego Faktu i zaraz sięgnął do koszyka z ciasteczkami czarnej królowej. Napis obok ciastek był identyczny – również zachęcał do jedzenia – efekt jednak okazał się być efektem skrajnie innym. Inny zaczął gwałtownie maleć. Malał tak i malał, w końcu całkiem zmalał. – Ale jestem mały – wypiszczał na koniec. – No coś ty – zdziwiła się Alicja. – Jesteś Faktem, który mówi o sprawach ważnych: podatkach, emeryturach, roli państwa i tego wszystkiego, co decyduje o naszym prawdziwym życiu. – E tam – skwitował krótko Inny Fakt – to ciekawe dlaczego nikt o mnie nie rozmawia, zajmuję dolne części kolumn redakcyjnych, a w sieci to doprawdy trudno mnie uświadczyć.

Powłóczyła się jeszcze Alicja po całym (dość dużym zresztą) obszarze drugiej strony monitora spotykając wszędzie różne Fakty karmiące się dziwacznymi ciasteczkami. Wreszcie doszła do miejsca, gdzie na strychowych schodkach siedział sobie skromny jegomość i czytał jakieś matematyczne traktaty. Dziewczyna rozpoznała go natychmiast. – Och, Carroll – wyszeptała zaskoczona – skąd pan wiedział, jak pan przewidział, że tak właśnie się stanie? – To prosta zależność matematyczna – odpowiedział Lewis – przecież im więcej faktów atakuje nas z różnych stron, tym ich znaczenie będzie wypaczać się coraz bardziej. Łączna waga faktów nie zmienia się, więc ich liczba ma wpływ na ciężar każdego z nich. Alicja drążyła temat głębiej: – Czy to znaczy, że ludzie uwierzyli w atak przybyszów z Marsa ponieważ w ich czasach stacji radiowych – a przez to i faktów – było znacznie mniej? – Otóż to – odrzekł Carroll – dziś gdybyśmy usłyszeli o najeździe kosmitów na jednym kanale telewizyjnym, moglibyśmy sprawdzić czy to prawda na wielu, wielu innych kanałach. To zaleta dużej liczby mediów, choć zjawisko to ma oczywiście wady. Wadą jest bezkrytyczne podawanie dużej ilości przeróżnych informacji, które – właśnie z powodu wspomnianego tłoku – należy sztucznie napompować jakimś ważniejszym znaczeniem. No i – tak już całkiem szczerze – gdyby faktycznie doszło do wojny światów relacjonowanej dziś przez media – znaczna większość z nas stwierdziłaby po pięciu minutach relacji, że to co pokazują – jest okropnie nudne. Obudziła się Alicja już po swojej stronie monitora – pełna przekonania, iż coś ważnego zrozumiała. Nie wiedziała tylko kto u licha piecze te straszne ciasteczka.