Czerwony Kapturek

przez marc

Uwaga! Bajka zawiera lokowanie produktu
Czerwony Kapturek kończył sznurowanie eleganckich bucików kupionych w sieci Deichmann kątem oka zerkając raz jeszcze na zawartość koszyka. W środku znalazł się duży zestaw batoników Snickers i butelczyna wina Cin – Cin. Dziewczynka odgarnęła z oczu niesforny kosmyk – lśnił w jesiennym słońcu dzięki szamponowi L’Oreal Paris.

[Tymczasem wilk…]
Wilk był wyraźnie skołowany. – Więc powiada pan, że dostanę pieniądze, jeśli powiem, że biel moich zębów to zasługa pasty Blend – a – med? – Ależ jak najbardziej panie Wilczysławie – odparł zdecydowanym głosem Przedstawiciel Agencji Reklamowej – wystarczy podpisać no i (rzecz jasna) popracować nieco nad pana uśmiechem, jest chyba zanadto wilczy. Wilk zamyślił się głęboko.

[Tymczasem Kapturek…]
Kapturek tymczasem pokonywał dystans do babcinej chatki w iście sportowym stylu – nic dziwnego, na nogach miał przecież obuwie firmy Nike. Dodatkowo skrzydeł dodawał mu Red Bull. Od czasu do czasu zatrzymywał się tylko na kilka sekund: rzut oka na odbiornik nawigacji satelitarnej firmy Lark pozwalał na prawidłowe przebycie całej trasy bez możliwości pomylenia drogi.

[Tymczasem wilk…]
– To przesądy pochodzące jeszcze z epoki braci Grimm – rzekł Przedstawiciel Agencji Reklamowej – wcale nie musi być tak, że wilk ma cuchnący oddech panie Wilczymirze. – Wystarczy podpisać i przy każdej okazji podkreślać, iż używa pan pastylek Menthos Freshmaker – ciach i gotowe. Dobrze za to zapłacimy. Wilk z lekkim oszołomieniem w oczach wystękał tylko, że ma swoją reputację, godność oraz tak zwany wizerunek. Wyraźnie jednak miał już dosyć.

[Tymczasem Kapturek…]
Kapturek wyciągnął lornetkę firmy Zeiss i zdjął z uszu słuchawki odtwarzacza mp3 firmy Sony. Z wysokości wzgórza domek babci prezentował się nadzwyczaj malowniczo. W słońcu lśniło logo dewelopera – firmy Thermeco, pełni krajobrazu dopełniał wolno przesuwający się po niebie sterowiec z napisem „kupuj na Allegro”. W tle – może nieco bez sensu – słychać było wesołą muzyczkę, w której każda fraza kończyła się refrenem – „ra – dio – zet”.

[Tymczasem wilk…]
Wybaczy pan – wilk miał już najwyraźniej dosyć – mam szybką robótkę do wykonania, muszę iść do lasu, schować się za drzewem a potem… – Nie, nie panie Wilczygniewie – nie podpisaliśmy jeszcze umowy, a możliwości są ogromne. Jeżeli – dajmy na to – zgodzi się pan na nasze warunki możemy w imieniu firmy Husqvarna zapewnić całkiem godziwe zyski. Wystarczy zadeklarować, że pazury ostrzy pan wyłącznie narzędziami tego przedsiębiorstwa i właśnie z tego powodu zachowują one odpowiednią ostrość. W wilku coś pękło.


[Tymczasem Kapturek…]
Babciu, dlaczego masz taką pogodną twarz? To dlatego (moje dziecko), że – po pierwsze – korzystam ze specjalnej oferty funduszu emerytalnego. Po drugie – mój domek na skraju lasu ubezpiecza Warta, po trzecie zaś – wykupiłam abonament w Agencji Ochrony Mienia „Juventus” i czuję się bezpieczna jak nigdy. Nie grozi mi żaden wilk, żadna nawałnica ani żadna inna klęska, rozumiesz skarbie? Kapturek ze zrozumieniem pokiwał głową – na głowie miał czerwony, okrągły kapturek z białym napisem „Coca – cola”.

[Tymczasem wilk…]
Wilk perorował dalej: – I wy myślicie, że ludzie będą oglądać te wasze żałosne popisy? Że zgodzą się na ciągłe robienie im wody z mózgu przy pomocy tanich sztuczek? A tak w ogóle to – waszym zdaniem – dzieci chcą słuchać takich bajek? To jakiś kit, nie bajka!

[Epilog]
Przedstawiciel Agencji Reklamowej wyciągnął telefon marki Samsung grający melodyjkę „Aux Intermarche”. – Nie szefie – nie podpisał – rzucił do słuchawki – on jest jakiś nie z tej bajki.