Koci spisek

przez marc

Opublikowana w internecie grafika jest ładna, starannie wykonana i robi wrażenie. Idea przekazu tryska humorem opowiadając o niebezpieczeństwach, jakie ze strony zwierzaka grozi każdemu właścicielowi kota. To instrukcja wyjaśniająca, że jeżeli futrzak przynosi do domu martwą mysz – wysyła nam mafijne ostrzeżenie. Gdy kładzie się na sprzęcie elektronicznym, ma zamiar zakłócić nam łączność ze światem. Jeżeli zaś przesadnie przekopuje zawartość kuwety – ćwiczy się w zakopywaniu zwłok. Ot – rysunkowy żart jakich w sieci wiele i właściwie można byłoby przejść nad nim do porządku dziennego kwitując sprawę tradycyjnym „nie ma o czym mówić”. I nie byłoby o czym mówić, gdyby nie komentarze wpisane pod rysunkowym żartem.

Już sama ilość komentarzy przyprawić może o zawrót głowy, bo kocia grafika zaraz po opublikowaniu zwielokrotniona została (jak to w internecie) na dziesiątkach innych stron. Jeżeli więc do kilkuset opinii na temat kociego zagrożenia na stronie prezentującej oryginał dodamy setki wpisów na witrynach, które obrazek skopiowały, powstaje imponująca pula wypowiedzi pod hasłem „koci spisek a sprawa polska”. Otrzymaliśmy więc potężną panoramę wypowiedzi i – jak to w przypadku panoram bywa – wiele różnych punktów widzenia. Na temat spisku zabrali więc głos zwolennicy teorii spiskowych: jedni byli zdania, że sprawa jest atakiem psiego lobby które (jak wiadomo) zwalcza koty wszelkimi, także medialnymi metodami. Inni twierdzili, iż autor po prostu nienawidzi miauczących i sam jest miauczącym inaczej – znaczy psem. W osłupienie wprawić może liczba komentarzy całą sprawę traktujących serio. Masowe są bowiem wpisy ludzi, którzy doszli do wniosku, iż ich kot owszem – wykonuje opisane czynności, jednak z całą pewnością nie ma morderczych zamiarów. Rozgorzała nawet dyskusja czy ulotka jest prawdziwa, czy nie. Stąd już tylko krok do ostatecznego i mocno zaakcentowanego wniosku, że autor jest idiotą i kompletnie nie zna się na kotach (ani na niczym innym), względnie – w trakcie przeżywania procesu twórczego znajdował się pod wpływem alkoholu lub substancji odurzających.


Nawet osoby, które trafnie zidentyfikowały rysunkowy żart jako żart nie umiały zachować dystansu. Liczne są komentarze mówiące, iż rysownik powinien przestać zajmować się głupotami i wziąć się do prawdziwej, rzetelnej rysunkowej roboty. Czasem podkreśla się nawet szkodliwość grafiki – wyprowadzono na przykład wniosek, że przez takie i podobne rysunki koty tracą w sferze wizerunku i później nikt nie chce przygarnąć do swojego domu zwierzaka z ulicy czy schroniska. Na wyżyny absurdu wspiął się autor uwidocznionej w komentarzach opowieści, zgodnie z którą jego wujek miał zginąć z ręki (łapy) kota. Ponoć ważącego ponad sto kilogramów i mierzącego niemal dwa metry wzrostu weterana Legii Cudzoziemskiej znaleziono martwego w pokoju, gdzie przebywał jedynie kot. Podejrzany czworonóg miał mieć zakrwawiony pyszczek oraz wygrzebany w kuwecie dołek wykonany rzecz jasna w celu zakopania martwego komandosa.

Autorzy dziennikarskich podręczników zawsze akcentują odwieczną i fundamentalną zasadę – zawsze należy pamiętać o tym, do kogo się pisze (lub w przypadku radia czy telewizji – mówi). Komunikacja sieciowa opierająca się na prawie wielkich liczb zdaje się prawo to potwierdzać. Przekaz skonstruowany dla zabawy – zrealizowania funkcji rozrywkowej – nagle stał się powodem do powstania olbrzymiej masy innych przekazów. Dłuższych, krótszych, lepszych, gorszych. Cały – nomen omen – dowcip polega jednak na tym, iż były to teksty, które pisano z myślą nie o odbiorcy, ale wyłącznie o sobie. Ekspresja myśli w internecie pokazuje bardzo wyraźnie ile tych myśli jest (oj, wiele, wiele) i jak różne one być mogą. Mogą nie mieć dystansu wobec najprostszego żartu, mogą stanowić najbardziej idiotyczne wytłumaczenie zwykłego wygłupu, mogą eksplodować złymi i dobrymi emocjami w sprawie tak błahej, jak zeszłoroczny śnieg. Kiedy już człowiek – w jakiejkolwiek intencji zapozna się z całą sprawą i przeczyta setki komentarzy, może zadumać się nad medium, w którym wszyscy mówią do wszystkich mając tak niewiele do powiedzenia. A zaraz potem zaczyna podejrzliwie patrzeć na swojego kota, no bo niby dlaczego on tak kopie w kuwecie?