Kwestia sporna

przez marc

Gdy człowiek słyszy hasło „spór prawny” w jego głowie pojawia się nader obfita chmura tagów zawierająca cały szereg stosownych wyrażeń: proces legislacyjny, parlament, poseł, komisja, konsultacje, lobbysta,  projekt, ustawa, rozporządzenie, doktryna, orzecznictwo, wykładnia, sąd. Gdzieś w samym środku chmury sprytnie ukrywa się słówko „kolejka” ponieważ przekształcenia ustrojowe po 1989 roku kolejkową instytucję przeniosły ze sklepów do sądów. Za socjalizmu sądy przepełnione nie były, bo obywatel wiedział co ma myśleć; jeśli nie wiedział – tłumaczono mu to bez użycia jakichkolwiek procedur. Dziś na sąd ludzie czekają: żeby poprocesować się z takim Adamem Michnikiem trzeba odczekać średnio co najmniej rok. Jedyne miejsce, gdzie spór prawny można załatwić bez czekania to YouTube.

Jeśli ktoś prowadzi kanał YT prędzej czy później czeka go spór: otrzymuje przesłany drogą elektroniczną list mówiący, iż ktoś zgłosił roszczenie do konkretnego dzieła filmowego. Protest najczęściej dotyczy muzyki – jest ona chroniona prawem autorskim i niemal na każdym etapie współpracy z największą telewizją świata YouTube przypomina nam o obowiązku zachowania najdalej posuniętej ostrożności. Niestety – nie zawsze to wystarcza, bo temat jest skomplikowany oraz wielowątkowy. Niżej podpisanemu zdarzyło się (tak na przykład) opublikować film zawierający fragment występu orkiestry dętej. Sprawa pozornie prosta, bo i orkiestra zaprzyjaźniona, i dyrygent znany osobiście od dziesięcioleci, i utwór brzmiący jak synteza wszystkich utworów orkiestrowych świata. Roszczenie jednak przyszło: system teleinformatyczny (lub żywy osobnik) rozpoznał w wykonaniu utwór „Sláva míru” autorstwa Františka Zity, co dobrze świadczy zarówno o orkiestrze (która zagrała tak, że można to w ogóle rozpoznać) oraz o systemie (bo rozpoznał).


Z posiadaczem praw do dzieł pana Zity można było wejść w spór, jednakowoż niżej podpisany uznał, że tajemniczy zgłaszający ma rację: ktoś to skomponował, ktoś ma do tego prawa i (choć można byłoby się wykłócać o dozwolony użytek) nie ma o czym mówić. Roszczenie zostało uznane, odpowiednie kliknięcia zajęły jakieś 30 sekund cały zarobek z filmu od tego momentu kierowany jest więc do kogoś, kto ma do tego stosowną, prawną legitymację. Bywa też inaczej, bo innym razem roszczenie zgłosiła firma kwestionująca podkład muzyczny, do którego prawa autorskie z całą pewnością zostały uczciwie opłacone. Tym razem procedura zajęła aż trzy minuty. Niżej podpisany wypełnił formularz na stronie internetowej, wybrał odpowiednie opcje i wpisał jedno (tak: jedno) zdanie wyjaśnienia. Niebawem nadeszła odpowiedź: reprezentant praw autorskich wycofał się ze swojego roszczenia, przyjął do wiadomości wyjaśnienia, co spowodowało, iż dochód reklamowy uzyskiwany przez film nadal skierowany będzie do autora filmu. Choć błyskawiczne załatwianie sporów prawnych na YouTube robi piorunujące wrażenie, nie zawsze da się rozwiązać problem w ten właśnie sposób. Profesor Lawrcence Lessig zajmujący się tematyką prawa w internecie musiał udać się jednak do tradycyjnego sądu, gdy z YT usunięto jego dzieła filmowe. Sprawa ta ilustruje zresztą doskonale zawiłości przepisów, którym przyszło działać w globalnej sieci. Digital Millennium Copyright Act jest prawem, które umożliwia usunięcie, jednak dozwolony użytek często interpretowany jest subiektywnie i mechanicznie.

Nie zmienia to jednak faktu, iż lwią część sporów związanych z prawami autorskimi YouTube potrafi rozwiązać błyskawicznie, bez wychodzenia z domu, za sprawą kilku ruchów myszy i kilkudziesięciu naciśnięć klawiszy klawiatury. Umiemy już projektować odpowiednie systemy, upraszczać je i udostępniać użytkownikom tak, by działały skutecznie. Gdybyśmy potraktowali roszczenie w systemie filmów tak, jak traktuje się sądową sprawę, musielibyśmy uznać, że właściciel serwisu – firma Google – jest największym sądem świata. Największym, najszybszym i najskuteczniejszym. I choć jedynie – jak dowodzi profesor Lessig – realizuje przepisy w sposób uproszczony oraz obarczony wadami – ma całkiem niezłe wyniki. Tworzenie procedur prawnych przy użyciu narzędzi informatycznych może mieć zresztą poważny wpływ na stanowienie prawa. Bo za kilkanaście lat stwierdzimy, że prawo realizowane szybko jest prawem lepszym. No i prawo też musi być klikalne.