Kłamstwo

przez marc

W Spychowie – to miejscowość nieopodal Szczytna – romantycznie jest i rycersko. Główna ulica nosi imię szlachetnego Juranda, podobnie jak ścieżka rowerowa; jeśli na przeglądzie spotykają się tu chóry, walczą wówczas o – ma się rozumieć – jurandowy miecz. Sienkiewiczowski duch unosi się nad całą miejscowością; niejeden dał się więc nabrać, choć prawda wygląda tak, że przed 1960 rokiem Spychowa w ogóle w tym miejscu nie było, zaś osada nosiła tyleż przyziemną, co dosadną nazwę Pupy. Ponieważ jednak nikt w Pupach mieszkać nie chciał, dorobiono rycerską legendę, przemianowano, spreparowano i w taki sposób otrzymaliśmy Spychów.

Całkiem niezły instruktaż jak dorobić legendę, przemianować i spreparować coś w internecie znajdziemy na kartach książki „Kobra” Fredericka Forsytha. Tytułowy bohater, którego zadaniem jest całkowite zniszczenie kokainowej mafii zakłada bloga jako osoba orientująca się w zawiłościach narkobiznesu oraz umieszcza w kolejnych wpisach wyrafinowaną mieszaninę prawdy, półprawdy i kłamstwa. W powieści podstęp się udał: kokainowi mafiozi dali się nabrać na fałszywe przecieki i rozpoczęli krwawą rozprawę z tymi, którzy – według podstępnego blogera – zdradzili mafię, w efekcie czego skutecznie działająca maszyna przemytnicza zaczęła zgrzytać i rozpadać się na kawałki. Sytuację odwrotną mamy w filmie Larsa von Triera „Melancholia” – tutaj autorytety i media kłamią by nie wywoływać masowej paniki. Jedyne prawdziwe wiadomości możemy znaleźć w internecie, choć ich wiarygodność – w warunkach filmowej fabuły – wcale nie wygląda przekonywająco.


Życie – jak to życie – tradycyjnie już przerosło fikcję. Przez ostatnich kilka miesięcy rekordy oglądalności w światowej sieci bił blog lesbijki z Damaszku: kolejne teksty opisywały nie tylko tragiczną sytuację mniejszości seksualnych w arabskim świecie, lecz zawierały też sporo treści politycznych, w tym wezwania do interwencji wojskowej wobec nieczułej na prawa człowieka Syrii. Z czasem dynamika wydarzeń wzrosła, bo z bloga wynikało, iż autorka jest poszukiwana przez służby bezpieczeństwa i musi się ukrywać – później, o czym doniósł wpis kuzynki owej lesbijki – doszło do aresztowania. W sieci zawrzało – akcja „Uwolnić Aminę” przetoczyła się przez internet jak tornado skupiając kilkanaście tysięcy osób, zaś światowe media zaangażowaną blogerkę uczyniły symbolem syryjskiej rewolucji. Gdy emocje osiągnęły temperaturę wrzenia, zaś wielki opiniotwórczy magazyn wydrukował wywiad z Aminą, szydło wyszło z worka. Autorem bloga okazał się być mieszkający w Szkocji Amerykanin. Czterdziestolatek tłumaczył się, że chciał zwrócić uwagę światowej opinii publicznej na problemy Bliskiego Wschodu, co w żaden sposób nie zmienia faktu, iż cały blog był jedną wielką wyssaną z palca bzdurą.

W świecie gdzie informacja rozprzestrzenia się szybciej niż pożar na prerii, jedna wiadomość goni drugą, by ustąpić po sekundzie pola trzeciej, łatwo jest manipulować emocjami. Czytelnik, radiosłuchacz, telewidz, odbiorca treści w internecie chce tylko jednego: by było szybko, krótko, ciekawie, emocjonalnie i dobitnie. W takich warunkach wrota fikcji otwierają się szeroko, możliwości przekazu z ukrytym autorstwem kuszą zaś niezmiernie mocno. Sieciowa rzeczywistość ukształtowała się na podobieństwo hydry posiadającej milion głów pozbawionych twarzy. Podpis własnym nazwiskiem, podanie źródła (które – tak na marginesie – często trudne jest do zlokalizowania) to wartości, które na wartości bardzo mocno straciły.

Dlatego właśnie internet jest środowiskiem wymagającym ostrożności. Coś, co wydaje się nam być wiarygodnym faktem – wcale nim być nie musi; bywa też i odwrotnie – czasem najświętsza prawda nosi znamiona kłamstwa, tak też może zostać odebrana. Zanim więc wpadniemy w święte oburzenie dokonując stosownych ocen, może powinniśmy przypomnieć sobie historię nazwy Spychowa. Bo miało być romantycznie, rycersko i kolorowo a potem okazuje się, że wyszła zwyczajna pupa.