Nadaję ci imię

przez marc

Jedną ze spraw, których bez internetu załatwić się nie da, jest z pewnością urodzenie dziecka. Pasmo stresów towarzyszących połogowi, narodzinom – zwłaszcza zaś pierwszym chwilom życia całkiem nowego człowieka – to wymarzone pole do popisu dla poradnictwa, wymiany doświadczeń i wyrażania swoich opinii. Szczególny ciężar odpowiedzialności rodzicielskiej widać w sieci gołym okiem: wybitne zasługi internet ma jednak nie w sferze medyczno – opiekuńczej, lecz obyczajowej. Weźmy takie nadawanie imienia – nic nie dostarczy takiej inspiracji jak globalna pajęczyna: w necie są zarówno gotowe, arcyciekawe wzorce, jak i setki ludzi, którzy chętnie o tym wszystkim z nami pogadają.

Globalna pajęczyna w sprawie nadawania imion dzieli się na trzy części. Użytkownicy działający w pierwszym obszarze pytają o to, jakie imię nadać własnemu dziecku. Podają (tak z grubsza) swoje preferencje i oczekują licznych, kreatywnych i odjazdowych propozycji. Czasem informują, że dziecko ma się nazywać nowocześnie, jednakowoż bez przesadyzmu. Na kanwie takiego ogłoszenia powstają wykazy zawierające czasem setki imion – dopiero po zapoznaniu się z nimi człowiek zaczyna rozumieć co czuje nieszczęsny rodzic od czasu, gdy w latach osiemdziesiątych zlikwidowano listy urzędowe. Wcześniej skazani byliśmy bowiem na wybór z oferty zamkniętej. Dziś – mimo wolności – kontrowersyjne imię może jednak zostać zgłoszone do konsultacji w Radzie Języka Polskiego, która (na przykład) negatywnie zaopiniowała przepięknie wymyślone imię „Wilk”. Być może dlatego, by ktoś nie nazywał się Wilk Wilk. Jesteśmy więc na zupełnie innym etapie rozwoju niż Stany Zjednoczone, gdzie można nazwać sobie pociechę Chevrolet i nikogo to nie dziwi, względnie – ex Związku Radzieckiego w którym do dziś żyje poważna liczba supernowoczesnych onegdaj Sputników lub Elektronów.


Drugą część internetu tworzą grupy osobników wybrzydzających. Jeżeli w trakcie dyskusji przyszły rodzic decyduje się na dziwaczne imię natychmiast pojawiają się opinie w stylu „robisz krzywdę swojemu dziecku”. Opinie te wzmacniane są licznymi opowieściami, jak to dziewczynkę o imieniu Kunegunda przezywano w szkole kundlem. Inna marudząca grupa przestrzega przed nadawaniem imion modnych podpierając się przykładem z pewnego osiedla, gdzie po okrzyku „Nikola – chodź pod balkon” pod owym balkonem gromadzi się kilkadziesiąt dziewczynek. Często można spotkać się z opinią, iż imię modne dziś za dwadzieścia lat będzie pachnieć padliną i przypominać tatuaż z nazwą kapeli, o której zapomniano  dawno temu. Trzecia grupa wypowiadających się w sieci to weterani – osoby, które nadały dziecku nietypowe imię, są z tego dumne oraz posiadają stosowne doświadczenia. Jedna z matek (matka Melodii) tłumaczy, iż wybór imienia był oczywisty, ponieważ dziecko to jest ze swojej natury bardzo melodyjne. Podpowiadają też, jak należy odpowiednio zdrabniać oraz jak zdrabniają inni. Amadeusza więc w domu nazywa się Amisiem, koledzy ze szkoły mówią zaś na niego Madi albo Amigos. Posiadaczka imienia Anika przekonuje nas dla odmiany, że dzięki temu imieniu odróżnia się od reszty swojej społeczności i jest zjawiskowa.

Jedynym pocieszeniem po przeczytaniu wszystkich tych – pełnych emocji – dyskusji jest fakt, iż w razie czego, po osiągnięciu pełnoletności imię można sobie zmienić. Można też zostać dziennikarzem i – zgodnie ze stosownymi przepisami – podpisywać się należnym nam uczciwie pseudonimem. Nie zmienia to jednak faktu, iż zawsze będziemy mogli sięgnąć do internetu, by zaobserwować najnowsze trendy, co – wziąwszy pod uwagę wszystko to, co dzieje się w sieci – idzie w dość przewidywalnym kierunku. Imiona przyszłości mogą bowiem ewoluować tak jak adresy e-mail czy pseudonimy w serwisach społecznościowych. Kiedy braknie w zasobach miejsca dla Piotrusia, trzeba będzie zostać Piotrusiem91, względnie Piotrusiem2525. Prawdziwa awangarda to mail składający się z samych cyfr, więc tylko czekać, aż ktoś nazwie dziecko 734235991. I to właśnie miał na myśli wieszcz, który w widzeniu ujrzał osobnika o imieniu czterdzieści cztery.