Rysopis internetu

przez marc

Gdy próbuje się kogoś precyzyjnie opisać, każdy szczegół jest ważny. Policja (tak na przykład) w liście gończym informuje uprzejmie, iż poszukiwany listem gończym na lewym ramieniu posiada tatuaż z diabłem oraz wężem. Ponieważ cecha jest charakterystyczna, diabeł ów (do spóły z wężem) może odegrać kluczową rolę w dziele identyfikacji. Całkiem jednak prawdopodobne, że – w celu uniknięcia odpowiedzialności – ścigany złośliwie tatuaż sobie usunie; wówczas zatrzymamy się w martwym punkcie. Taką właśnie metodę stosuje powszechnie znany, choć umykający wszelkim opisom obiekt nazywany  internetem. Już nam się wydaje, że wiemy, rozumiemy, mamy na talerzu – aż tu nagle ciach, zmiana, koniec. Co gorsza – twór ten z wyrafinowaniem doświadczonego przestępcy wykazuje dbałość o największe nawet szczególiki. Oto one.

Szczególik pierwszy: duża litera, czy też mała?
Do 2007 roku pisownia była oczywista: autorytety (te pisane dużą literą i te z małej też) zgodnie twierdziły, iż słowo „internet” – jako nazwa własna konkretnej sieci komputerowej – powinno zaczynać się od litery dużej. Potem coś pękło, bo okazało się, iż statystyka pokazuje kompletny brak poszanowania obywateli do opisywanej zasady. Pewien autorytet również zakwestionował pisownię z litery dużej stosując argument o sieci składającej się z innych sieci. Trochę to było naciągane, sieć teleinformatyczna składająca się z innych sieci nadal pozostaje bowiem siecią i duża litera należy się jej jak psu buda. Ludzie pisali jednak z małej, środowiska medialne zaś coraz częściej przychylały się do opinii, iż internet to medium: takie samo jak prasa, radio czy telewizja popierając tym samym zakorzeniający się zwyczaj. Dziś mamy więc regułę mówiącą o pisowni małą literą, zmiany zaś nie żałuje nikt, nawet autorzy pisanych latami felietonów o internecie, którzy (dla świętego spokoju) musieli sobie literki pozamieniać. Była cecha szczególna, jednakowoż się zmieniła, mniej ważny stał się fakt bycia siecią, wygrał fakt bycia środkiem przekazu.


Szczególik drugi: patron internetu
Kto jest patronem internetu – wiemy: to święty Izydor, biskup Sewilli – postać z przełomu VI i VII wieku po Chrystusie. Wiemy również skąd pochodzi jego związek z globalną siecią. Historia pamięta go jako autora pierwszej encyklopedii (Etymologiarum libri XX seu Origines), organizatora Kościoła hiszpańskiego, człowieka wprowadzającego ład organizacyjny gdziekolwiek się pojawił. Święty Izydor najwyraźniej miał bazodanowy charakter: konstruował tabele i dbał, by każde pole w każdej tabeli było precyzyjnie i zgodnie z prawdą wypełnione. Zanim jednak (gdzieś około roku 2000) sieć eksplodowała modlitwami do świętego Izydora, sprawa patronatu wcale nie była tak oczywista. Wielu wskazywało błogosławionego Jakuba Alberione (1884 – 1971) jako najodpowiedniejszego kandydata do opisywanego zaszczytu, w końcu był on specjalistą od mediów. Wydane przez niego książki liczone są w milionach, z jego inspiracji powstały dziesiątki gazet, stacja radiowa oraz wytwórnia filmów. Z tego samego powodu – dużego zaangażowania w przedsięwzięcia prasowe – poważnie rozpatrywana była także kandydatura św. Maksymiliana Marii Kolbego. Któż mógł przypuszczać, że w tym konkretnym przypadku internet będzie bardziej bazą danych niż środkiem masowego przekazu? Cecha szczególna była, ale się zmieniła, co ciekawe – przy użyciu kompletnie odwrotnej argumentacji niż w przypadku zmiany litery z dużej na małą.

Jedno z całą pewnością wiemy: internet pełni funkcje zarówno środka łączności, środka masowego przekazu, jak i bazy danych. Jest jednocześnie pocztą, gazetą i biblioteką. Wyciąganie wniosków ostatecznych i pisanie finałowego rozdziału teorii globalnej sieci zawsze będzie jednak błędem: za chwilę coś się zmieni, tatuaż zostanie usunięty, maska opadnie, zupełnie inna prawda wyjdzie na jaw. Nikt też nie byłby specjalnie zdziwiony, gdyby za dziesięć lat obowiązującą normą stało się pisanie słowa „internet” z dużej litery i zupełnie inny patronat duchowy – choćby archanioła Gabriela. Internet żyje z adnotacją „znaków szczególnych brak” – tak jest bezpieczniej.