Umysł zniewolony

przez marc

Eseje Czesława Miłosza zebrane pod wspólnym tytułem „Zniewolony umysł” obnażają mechanizmy bezlitosnego wejścia w ludzki mózg sowieckiego (choć podszytego bizantyjskimi zasadami) walca aksjologicznego. Przedmiotem agresji jest w tym przypadku umysł intelektualisty i twórcy, który z czasem staje się niewolnikiem wpojonego systemu myślenia. Poglądy niezależne i własne (za sprawą perfidnego mechanizmu) zostają zastąpione obcym implantem – wielkość Miłosza polega przede wszystkim na umiejętności opisania całego procesu. Zniewalanie umysłu niejedno ma oblicze, funkcjonuje w każdej epoce historycznej, może się odbywać również w całkowitym oderwaniu od zjawiska sowietyzacji. Warto więc (idąc tropem polskiego noblisty) zerknąć czasem na umysły od jego strony: rozpoczynając od pojęć „intelektualny” oraz „twórca”. No bo w końcu twórca ma prawo do ochrony własności intelektualnej.

Pani artystka – fotograficzka wykonała onegdaj zdjęcie Czesława Miłosza: dzieło o charakterze bez wątpienia historycznym, choć nie nam wypowiadać się na temat artystycznej strony tegoż dzieła. Jeśli jednak autorka przejdzie do historii, stanie się to nie tyle za sprawą fotografii Czesława, co rozlicznych procesów sądowych, które wytacza przeróżnym szkołom, bibliotekom i lokalnym serwisom internetowym. Procesów za (ma się rozumieć) naruszenie prawa własności intelektualnej czyli publikację omawianego zdjęcia gdzieś tam w internecie. Pani ma Google i bez trudu wynajduje zbrodniarza: później jest pozew i tak zwane roszczenie finansowe. Są sieciowe środowiska, które mają z pani fotograficzki niezły ubaw twierdząc, iż osoba ta chce czerpać wieczne korzyści jednie z tego, że kiedyś przeszła obok Czesława Miłosza i akurat miała przy sobie aparat. Fakt: trzeba było jeszcze machnąć Szymborską – byłoby mniej śmiesznie.


Całkowicie nieśmiesznie jest już w sądzie, z którego wszystkie strony wychodzą pokonane. Pozwana szkoła (lub biblioteka) przegrywa, bo musi zapłacić odszkodowanie; pani artystka także ponosi klęskę, bo odszkodowanie to jest znacznie mniejsze, niż sobie tego życzyła. Nawet sąd nie jest zadowolony, bo komentowaniem wyroku za chwilę zajmą się internetowi złośliwcy i nie zostawią na tunice Temidy suchej nitki. Nie zawsze zresztą proces przebiega według opisanego schematu: sąd z Kalisza powództwo oddalił powołując się na zakres dozwolonego użytku. Uznał tym samym, że publikacja na stronie internetowej może mieć wymiar podobny do pokazania zdjęcia na lekcji języka polskiego – czyli całkowicie bezpłatny. Wydał więc wyrok uniewinniający bibliotekę dokładnie z tego samego powodu, dla którego inne sądy inne biblioteki skazywały. Skazywały – dodajmy – dość mechanicznie, kierując się brzmieniem artykułu 79 prawa autorskiego mówiącego o kwocie w trzykrotnej wysokości stosownego wynagrodzenia. Pani artystka nie mogła więc dostać tyle ile chciała, nawet jeśli te kilka tysięcy złotych rujnowało prowincjonalną bibliotekę. Być może ustawodawca w tak zwanym międzyczasie mógłby doprecyzować pojęcie dozwolonego użytku (życie wtedy stałoby się prostsze), jednak w połowie 2015 roku mechanizm doznał pewnej awarii. Wówczas to Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z ustawą zasadniczą wspomnianego artykułu 79 – jednym zdaniem: na jeden prawny klops nałożył się klops drugi.

Możemy bez większego ryzyka stwierdzić, że z powodu rozwoju technologii jesteśmy świadkami tworzenia się zwyczajów, które – po jakimś czasie – zamienią się w precyzyjny przepis prawny. Zanim to jednak nastąpi – będą emocje i mnóstwo opinii. Z jednej strony można bowiem powiedzieć, iż szkoła czy biblioteka została tak naprawdę ukarana nie tyle za kradzież cudzej własności, co za lenistwo. W internecie bez trudu znaleźć można grafiki z Czesławem Miłoszem opisane wołowymi literami jako część domeny publicznej. No ale prościej jest capnąć pierwszą fotkę z brzegu, przekleić tak zwany czterowiersz i robota wykonana. Z drugiej strony bez trudu znajdziemy w globalnej sieci indywidua, które zabrały sobie zdjęcie „bo nie było podpisane” po czym uroczyście podarowały je jakiemuś Zuckerbergowi mniej lub bardziej świadomie deklarując własne autorstwo cudzej fotografii. Problem zniewolenia umysłu wydaje się nadal pokutować w życiu społecznym.